Najwyższy już czas poznać bliżej winiarską Kalifornię, by docenić jej różnorodność i dorobek.

Wśród krajów „Nowego Świata” Kalifornia jest liderem w innowacyjności w uprawie winorośli i produkcji wina, dbałości o ekologię i zrównoważony rozwój winnego biznesu. Niełatwo o prawidłowy obraz regionu w oczach polskich lubieśników wina, bezlitośnie determinowany przez supermarketowe marki. Od kilku lat mamy już jednak szanse zapoznać się także z kolekcją pierwszoligowych producentów.

Niestety znakomitą większość cudeniek z gwiazdorskiego stanu wypijają nadal tylko Amerykanie. Z dostępnych na naszym rynku win kalifornijskich, sprowadzających ciepłe myśli i wspomnienia zaproponuję kilka zaprawdę zacnych, tudzież po prostu uroczych. Jest w Kalifornii jedno szczególne miejsce, z którego pochodzą jedne z najlepszych na świecie Chardonnay.

To położone w hrabstwach Sonoma i Mendocino – Russian River Valley. Pierwszym i niezapominanym tamtejszym winem, które szczerze pokochałem jest Marimar Estate Acero Chardonnay. Oleiste, mineralne, pełne owocu, o wyjątkowej harmonii i powabie. W sugestii kulinarnej nie będę próbowal być oryginalny, proponuję boskie połączenie – po prostu albo aż – homar. Zapieczony saute z ziołami. „It’s not a sin to drink a Zin” – takie hasła promują zinfandel w Stanach i zdobywają temu szczepowi rzesze fanów kalifornijskich win. Tak swoją barwną historią, jak i swoim stylem. Wystarczy spróbować choćby klasycznej wersji, dajmy na to: Francis Ford Coppola Diamond Collection Zinfandel. Wino jest gęste, doskonale wyważone, z przebogatym owocem i prawie niewyczuwalną kwasowością. A odpowiednie danie? Jagnięcina z tymiankiem i rozmarynem. Albo eksperyment na słodko- krem z gorzkiej czekolady.

A na koniec coś wręcz niemiłosiernie smacznego -Hahn Cycles Gladiator Pinot Noir z Central Coast. Szczodry owoc, soczyste i delikatne taniny, niezła kwasowość i wymowna doza alkoholu, pozwalają wykorzystywać go w wielu pomysłach kulinarnych. Mój typ – polędwiczki wieprzowe z sosie z wędzonej śliwki. Nie gardzi też kaczką z żurawiną. Podobnie jak i ja…

It’s not a sin to drink a „zin”

Pin It on Pinterest